Rabarbarowe pola nadziei


Para, unosząca się w pokoju, po inhalacjach Stefana opadła. On wrócił do szkoły, a ja czuję, że jeszcze długa droga dzieli mnie od brzegu, na którym takie zdarzenia będę przyjmować z uśmiechem i spokojem. Póki co nadal pływam po oceanie złudzeń, co pewnie jest mi, na „tu i teraz”, jakoś potrzebne.

Każdy ma swoją drogę. Moja jest taka.

Pocieszeniem jest myśl, że moje wewnętrzne dialogi idą w inną stronę niż rok czy dwa lata temu. Potrafię siebie zrozumieć i wesprzeć. I choć dla wielu, nawet bliskich mi osób, wybrzmiewam jakbym tańczyła wśród gwiazd, po wypiciu kubka magicznego naparu szamana. Czuję ile mi daje ta subtelna zmiana i gdzie mnie prowadzi. Krok za krokiem, jestem coraz bliżej siebie.

W codzienności, ani różowej, ani czarnej, mam swoje rabarbarowe pola nadziei, które pomagają mi porządkować i doświadczać siebie na nowo. Cieszę się, że je mam. Od nich wychodzę i do nich wracam. Bez natłoku myśli i zdarzeń.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *