prezenty a sztuka umiaru


Od kilku dni jestem pogrążona w poszukiwaniach prezentu dla mojej czterolatki. Głowa mi huczy od ilości rzeczy, kolorów, cen. Ręka boli od klikania myszką: następna, następna, następna. Odchodzę od komputera gdy zaczynam mieć barwne plamy przed oczami zamiast ekranu. Bo obejrzeniu tych wszystkich sklepowych stron mogę w końcu przyznać, że już nic nie wiem. Albo raczej wiem, czego nie wiem. Mój pierwotny pomysł, żeby jej kupić piękną szklaną kulę w postaci lampki, z wirującymi płatkami śniegu trochę przyblakł, ale po obejrzeniu 1001 prezentów, znowu odzyskał swoją moc.

„Z czego moje dziecko najbardziej się ucieszy?”- myślą rodzice i dokonują pośpiesznej analizy osobowości swojego dziecka…oraz zawartości jego pokoju. Można zapytać już w tym wieku swojego osobistego dziecka- ktoś wtrąci. A pewnie, ze można. Zapytałam hożo i usłyszałam, że lizaki. „Co Inusiu dostałaś na Mikołaja- zapytała babcia. Odpowiedź długo, długo była tylko jedna: „lizaki”. Potem była jeszcze jedna: świnka Peppa, którą dostała od cioci. A reszta starannie wybierana przez matkę gdzieś uciekła. Lizaki są ukochane, bo przez matkę kupowane rzadko i nie, nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.

 Ale co z resztą? Może jej się nie podobały? No nie, wiem, że bardzo, bo jednak z nich korzysta. Masz już tak dużo, że nowe wywołują tylko nieznaczny uśmiech i wzruszenie ramion. Jest już tak zepsuta, że przyjmuje wszystko z obojętnością i należną jej czcią? No, nie. Umie się dzielić, oddaje, nawet nie mówi, ze pożycza, ale daje. Układa swoje ulubione zabawki, filmy i mówi, że to dla znajomego dziecka. Większość misiów, które ma, przeznaczyła dla dzieci, które mają mniej albo prawie nic. Więc? Doszłam do wniosku, ze moje dziecko po prostu cieszy się ze wszystkiego. Przedmioty nie mają dla niej dużego znaczenia. Potrafi więcej czasu spędzić na układaniu projektów z  klamerek do bielizny i robieniu zupy z kasztanów, niż na zabawie wypaśną zabawką. Gdy jako dziecko dostało grającą, śpiewającą i świecąco różnymi kolorami, która wg producenta, miała nauczyć ją liczyć, śpiewać i jeszcze 100 innych rzeczy, po prostu nie wiedziała co z nią zrobić.

Czasami wpadam w panikę, ze może powinnam kupić tą kolorową, plastikową, która mnie wydaje się okropnie brzydka i nudna, ale wg reklam dzieci na całym świecie je kochają. Że może czegoś mojego dziecka pozbawiam…ale działam tak jak czuję. I wierzę, że to jest dobre. Moja córka ma niesamowite zdolności kreatywne. Nie chę ich zabić szalonym materializmem i przepychem.

I jeszcze na koniec wskakuję do mojego dzieciństwa. Moje skarby mieściły się w jednej szafce, a ja próbuję sobie przypomnieć swoje ulubione zabawki. Pamiętam oczywiście lalkę i misia. Lalce szyłam ubrania, a na misia patrzyłam z daleka, bo był szorstki i nie dało się do niego przytulić. Pamiętam szklaną kulkę, przez którą widziałam rzeczy, których nikt inny nie widział. Pamiętam książki, które czytałam jak jeszcze nie umiałam czytać. I…łuk zrobiony z gałązek, znalezionych przed domem babci. Długie warkocze (o jakich zawsze marzyłam) które z kuzynką plotłyśmy z tataraku.

Trzeba dzieciom dać przestrzeń dla ich wyobraźni, wrażliwości, pomysłów. Przedmioty są fajne, potrzebne i radosne, ale to tylko przedmioty. Co jest ważne w życiu? Zapytajcie, wiedzą o tym szczęśliwi dorośli. Co dzieci za kilka lat będą pamiętać ze świąt? Prezenty czy atmosferę tego wyjątkowego dnia?

 

PS Chciałam Wam pokazać moje prezenty dla córki. Ale pokażę Wam w święta, po rozpakowaniu (-:

Agnieszka Lewińska

dsc_0423-4

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *