co za mną, co przede mną


Choć mnie samej trudno w to uwierzyć, luty powoli staje się żywą legendą moich doświadczeń. Gdybym powiedziała, że nie poczułam go na sobie, skłamałabym. Początek lutego totalnie zdmuchnął moje rosnące w siłę, „ja” z powierzchni ziemi. Ponieważ mam mocne przekonanie, że każde doświadczenie jest nam dane po coś, czytaj: po to, żeby odbyć jakąś ważną, prywatną podróż, dużo łatwiej przychodzi mi oswajanie rzeczywistości serwowanej bez zapowiedzi i uprzedzenia.

Porozmawiałam ze sobą… i z garstką bliskich mi osób. Jak dobrze, że są. Jak dobrze, że mogę na nich liczyć. Jak dobrze, mówić o tym, czego naprawdę doświadczamy.

Luty to czas ważnych kroków w swoim kierunku. I pierwszego koncertu w tym roku 🙂

A więc w telegraficznym skrócie prywatnie luty minął mi tak: (to ta część lutego, którą chcę się dzielić z innymi i którą chcę przechowywać w pamięci). Piękne spotkania, piękne rozmowy i sycące doświadczenia.

Teraz, stosując nomenklaturę wysokogórską, mogę napisać, że zmierzam do obozu drugiego. Aklimatyzuję się w nowych warunkach 🙂 Nie spieszę się. Obserwuję uważnie swoje możliwości i zamierzam wykorzystać okno pogodowe, żeby ruszyć dalej. Czego i Tobie życzę.

Przed nami marzec 🙂

Idziemy dalej. Prawda?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *