Dziewczyna z pociągu. Trochę o filmie, więcej o uczuciach. 2


20160401_121125-2

Nie będzie to klasyczna recenzja. Jeżeli zastanawiacie się czy obejrzeć film, powiem: warto.  Kinowa przestrzeń, skupienie, duży ekran powodują, ze opowiadana historia wydaje się rzeczywista.

Lubię filmy kręcone na podstawie książek. Idealnie jeżeli książkę przeczytałam wcześniej i mogę się wymądrzać co lepsze: książka, czy film. „Dziewczyny z pociągu” Pauli Hawkins nie czytałam, ale z perspektywy poczytuję  to za zaletę. Mogłam się skupić na opowiadanej historii, a nie na różnicach lub podobieństwach z pierwowzorem.

To, że film został nakręcony na podstawie książki jest czytelne od pierwszych chwil. Narrator. Liryczne ja. Opowiadacz, bajarz, wszystkowiedzący obserwator. Autor miał świetny pomysł jak zawiązać akcję, przedstawić główną bohaterkę (genialna rola Emily Blunt) i rozbudzić ciekawość na ciąg dalszy. Jestem zaintrygowana, jestem przestraszona, jestem zmartwiona. Od pierwszych chwil towarzyszę kobiecie, która wpuszcza mnie do swojego świata, po to, żeby podzielić się smutną historią.

Na początku jestem na nią zła.

Nie możesz zostać w przeszłości. Słyszysz, nie możesz- mam ochotę podejść do głównej bohaterki i nią potrząsnąć-Kobieto, opamiętaj się, robisz z siebie pośmiewisko. To nie ma żadnego sensu. Pomyśl o przyszłości, nie zatracaj się w poczuciu straty.

Nie tak łatwo zostawić za sobą przeszłość i zanurzyć się w teraźniejszości.

Bohaterka żyje przeszłością. Zadaje sobie pytanie: co byłoby gdyby. Dlaczego straciłam całe swoje dotychczasowe „cudowne” życie. Ona, on są szczęśliwi, a dlaczego nie ja?

Pojawiają się moje wspomnienia o związkach, których nie potrafiłam zamknąć.  Wiesz jak to jest-niby wiesz, że z tym mężczyzna już nie powinnaś być, ale trudno się rozstać. Lista walorów związku jest przede wszystkim i stale listą życzeń, ale nie potrafisz tego przerwać. Poczucie straty i myślenie o pozytywach, które mogą się wydarzyć. Kolejna i jeszcze kolejna szansa rodzą napięcie zamiast… No właśnie. Na jak długo można utkwić w tym, co mogło, ale już nigdy się nie wydarzy?

W trakcie rozwoju akcji pojawia się nowa myśl: no tak, ale żeby zrobić porządek ze sobą trzeba uporządkować swoją przeszłość.

W filmie jest o tajemnicy. Takiej trochę na własne życzenie.  Rzeczywistość jest dla nas czasami tak nieznośna, że kreowanie jej wolimy oddać w inne ręce. Nie zawsze czułe i ciepłe. No niestety nie.

Doświadczałam takiego uczucia, szczególnie z mężczyznami, że to, co czułam i myślałam w głębi różniło się bardzo od tego, co twierdzili oni. Nie byłam zamroczona alkoholem ani in. substancjami, a miałam wrażenie, że ja i on żyjemy w innej rzeczywistości. Czasami nie ma sensu tego konfrontować, czasami trzeba zmienić osobę, żeby wasza rzeczywistość była wspólna, a nie pod górkę. Dwa końce nie zawsze zbiegają się w jedno. Czasami potrzebowałam bardzo długiego czasu, żeby sobie to uświadomić.

Główną bohaterkę podziwiam za odwagę. Konfrontacja zawsze jest bolesna. To czego podczas niej dowiemy się o samym sobie, może nam się nie spodobać. Ale trzeba się na nią zdobyć, żeby zrobić kolejne kroki. Żeby mimo wszystko iść, nie krzywdząc innych wokół, ale iść. Po swoje. I mimo wszystko ciągle do przodu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Dziewczyna z pociągu. Trochę o filmie, więcej o uczuciach.

    • Agnieszka Autor wpisu

      ja książki też nie czytałam, bo słyszałam różne opinie. Lubię sensację, ale nie rzucam się na cokolwiek bądź. Film…myślę, że dzięki Emily Blunt, który zagrała główną bohaterkę, ta historia wciągnęła mnie głębiej. W rejony, które może nie były kluczowe, ale dla mnie bardzo mocne. Dlatego polecam!